Mój "dekalog" skutecznego odchudzania
Mam niestety ogromne doświadczenie w odchudzaniu.
Dlaczego niestety?
Bo przez większość życia miałam w głowie myśl, że muszę być szczuplejsza. Dopiero wtedy moje życie nabierze sensu.
Dzisiaj z perspektywy lat i wiedzy wiem, jak wiele mi to zabrało energii i czasu, które mogłam poświęcić na zupełnie inne aktywności.
Dlatego w swojej pracy staram się pokazywać Kobietom, że utrzymanie prawidłowej masy ciała powinno wynikać z troski o siebie, swoje zdrowie i witalne życie, niż z braku akceptacji i niezadowolenia ze swojego wyglądu.
Co oczywiście nie jest takie oczywiste, bo przyzwyczajone jesteśmy raczej do tego, że ne powinnyśmy być zbytnio z siebie zadowolone.
Nie jestem w tej kwestii wyjątkiem – teraz, gdy przytyłam 7 kg, raczej nie tryskam z tego powodu szczęściem i nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja.
Ale już nie mówię sobie w myślach, że jestem beznadziejna, gruba i do niczego.
Wiem, z czego to się wzięło. Wiem, że to był sposób na odreagowanie stresu.
Wiem, że robiłam dużo, aby zminimalizować straty, kiedy kortyzol szalał. Tyle mogłam w tym czasie.
Ale dzisiaj wiem, że mam siłę, żeby się z tematem zmierzyć i wrócić do wagi, w której czułam się dobrze.
Co się zmieniło w moim odchudzaniu dzisiaj i 20 lat temu?
Po pierwsze teraz lubię siebie i chcę dla siebie jeszcze lepiej, nie spieszę się i za żadne skarby świata nie mam w planach się głodzić. I korzystam z mojej wiedzy i doświadczenia, które zdobyłam przez ponad 30 lat swojego odchudzania i 12 lat pracy w gabinecie. Może mój „dekalog odchudzania” pomoże również Tobie?
Co zrobić, aby skutecznie schudnąć:
1. Przestań być na diecie. Słowo dieta źle nam się kojarzy. Dla większości Kobiet, które mają doświadczenie z „byciem na diecie”, kojarzy się to z czasem wyrzeczeń o określonym terminie trwania. Buduj swój zdrowy styl życia, wprowadzając takie nawyki i aktywność fizyczną, które będą dla Ciebie przyjemnością. I staną się Twoją codziennością.
2. Wylicz prawidłowo swój deficyt. Czy tego chcesz, czy nie chcesz, odchudzanie to proces bycia w „deficycie kalorycznym”. Czyli dostarczanie organizmowi mniejszej ilości energii, czyli jedzenia, niż organizm spala. Prawidłowo wyliczony deficyt to pierwszy krok do sukcesu. Za mały spowoduje, że nie będziemy widziały efektów i się zniechęcimy.
Zbyt duży sprawi, że zaczniesz chodzić głodna i nie wytrwasz w nim na tyle, aby osiągnąć swój cel. Na to, jaki to deficyt, wpływ mają różne czynniki: wiek, płeć, aktywność fizyczna, aktualna waga, ale również Twoja historia odchudzania, przyjmowane leki czy Twoje choroby.
3. Monitoruj kalorie, których nie widać na pierwszy rzut oka. Chlust oliwy do sałatki, kilka orzechów więcej niż w przepisie, nieco więcej masła na kanapkę, dokończenie niezjedzonej przez dziecko parówki, próbowanie, czy dobrze doprawiłaś ten sos. Niby nic, a może się nazbierać nawet 300 kcal dodatkowo.
4. Nie wyrzucaj produktów, które lubisz, a które nie kojarzą Ci się z „byciem na diecie”. Aby Twoja dieta była skuteczna, musi trwać kilka tygodni, miesięcy, a nawet lat. Nastaw się raczej na maraton niż sprint. Jeżeli uwielbiasz czekoladę, a dzisiaj postanowisz sobie, że do końca roku jej nie ruszysz, to gwarantuję Ci, że to jest zupełnie niepotrzebne.
Inaczej – w swój plan możesz wliczyć wszystko: czekoladę, lody czy pizzę. Zachowując odpowiednie proporcje. Większość tego, co kładziesz na talerzu, niech będzie odżywcze, karmiące każdą Twoją komórkę, przeciwzapalne i wspierające Twoje zdrowie. Ale pozwalaj sobie też zjeść to, co nie wpisuje się w to, co do tej pory rozumiałaś pod pojęciem „bycia na diecie”.
5. Pokochaj słowa „cierpliwość i dyscyplina”. Wyrzuć ze słownika „detoks”, „ekspresowo”, „w tydzień”, „sekretny sposób”, „jedyny sposób”, „cudowny”, „magiczny”, „zero wysiłku”, „bez wyrzeczeń”.
Nie szukaj dróg na skróty, a skup się na tym, co jest fundamentem sukcesu. Cierpliwość pozwoli Ci zrozumieć, że odchudzanie to proces, a dyscyplina to trwanie w tym procesie nawet wtedy, kiedy Ci się nie chce.
6. Pokochaj aktywność fizyczną i nie traktuj jej jako kary za jedzenie. Nawet jeżeli dzisiaj wydaje Ci się, że nie lubisz sportu – żadnego – to po pierwsze nie zamykaj się na to, że w końcu taki znajdziesz, a po drugie zastanów się, czy nigdy nie było czegoś, co sprawiało Ci przyjemność. Skakanka, taniec, długie spacery, hula-hop, rower.
Sprawdź, czy po latach nadal nie będzie to dla Ciebie sposobem na włączenie aktywności w swoje życie. Ja po latach odkryłam slow jogging i nordic walking i nie ma dnia, żebym się nie poruszyła.
7. Nie przeceniaj liczby spalanych na treningu kalorii. Jeżeli zwiększasz aktywność fizyczną, możesz odnieść wrażenie, że możesz zjeść więcej. Uważaj na tę pułapkę, zwłaszcza jeżeli opierasz się na danych z Twojego zegarka czy maszyny, na której ćwiczysz, bo one często zawyżają wydatki energetyczne. I wcale nie jest trudno ten wydatek nadrobić. Godzinę spokojnego treningu na orbitreku wyrównasz pączkiem z mleczną kawą.
8. Śpij. Sen to jeden z najbardziej niedocenianych elementów skutecznego odchudzania. Dwa hormony – grelina i leptyna, regulujące nasz głód i sytość, regulują się, kiedy śpisz co najmniej 7 godzin. A jak nie śpisz, to chodzisz i szukasz czegoś do przegryzienia. Najczęściej słodkiego albo tłustego. A gdy śpisz, to łatwiej pokonać Ci pokusy i masz więcej energii.
9. Zastanów się, jak możesz zwiększyć NEAT, czyli spontaniczną aktywność fizyczną. Schody zamiast windy, chodzenie podczas rozmów przez telefon, zabawa z dziećmi, dłuższy spacer z psem, zakupy bez samochodu, gestykulowanie, wiercenie się, tupanie nóżką. To jest potężne narzędzie, które może pozwolić Ci zwiększyć Twój wydatek energetyczny nawet o 400-600 kcal. Twój trening dwa–trzy razy w tygodniu jest super, ale spontaniczna aktywność fizyczna może dać Ci znacznie więcej.
10. Sprawdź, ile kalorii wypijasz. To, że czegoś nie gryziesz, nie zmienia faktu, że może to mieć tyle samo kalorii co tradycyjny posiłek. Soki, kawa z syropem, lodami czy śmietanką, alkohol, słodkie napoje potrafią nieźle namieszać w Twoim deficycie kalorycznym i zatrzymać Twój proces odchudzania.
Doszłam do tego po 30 latach. Ty nie musisz tracić tylu lat.
Zrozumienie tych wszystkich mechanizmów, odczarowanie mitów i stworzenie planu, który w końcu działa bez głodowania i nienawiści do własnego ciała, zajęło mi ponad 30 lat własnych zmagań oraz 12 lat intensywnej pracy z pacjentkami w gabinecie. Przeszłam przez każdą z tych pułapek na własnej skórze.
Nie musisz marnować tylu lat, testować kolejnych rygorystycznych diet i uczyć się na własnych błędach.
Zapraszam Cię do trzymiesięcznej, indywidualnej współpracy ze mną.
Przez te 90 dni przeprowadzę Cię przez ten proces krok po kroku. Pomogę Ci prawidłowo wyliczyć deficyt, dopasować nawyki do Twojego planu dnia i odzyskać wolność psychiczną wokół jedzenia. Stworzymy plan skrojony na miarę Twojego życia, Twojego zdrowia i Twoich zasad.
Jeżeli w końcu chcesz osiągnąć to o czym myślisz od lat to chętnie będę Ci w tej drodze towarzyszyć.